Tybet - Najdroższy Klejnot Śniegu - Najjaśniejszy Klejnot Śniegu
Relacje
Wednesday, 16 December 2009 21:40
Article Index
Tybet - Najdroższy Klejnot Śniegu
1. Kraków - Lwów - Moskwa
2. Moskwa - Biszkek - Osz
3. Osz – Kashgar – Yecheng
4. Yecheng – Ali – Darchen
5. Najjaśniejszy Klejnot Śniegu
6. Shigatse, Lhasa i martwy punkt
7. Rejon Everestu
8. Droga pod Everest
9. Zasłużony odpoczynek

Najjaśniejszy Klejnot Śniegu


Jest to przepiękna góra o wysokości bezwzględnej 6638 m n.p.m. (wybitności 1319 m). U jej podnóży źródła swe mają jedne z dłuższych rzek w Azji: Indus oraz jego główny dopływ Satledź oraz Brahmaputra. Dla Hinduistów siedziba boga Shivy, który medytuje na jej szczycie, wraz z Pārvatī. Według Buddystów, dom Buddy Demchok (Chakrasamvara). Od tysięcy lat pielgrzymi pokonują rytualną, 52-kilometrową trasę dookoła góry: Buddyści i Hinduiści zgodnie z ruchem wskazówek zegara, Dżiniści i Böniści w stronę przeciwną. Pomimo ogromnej popularności, do dziś dnia Mt Kailash jest górą niezdobytą, głównie przez religijny szacunek. Przez chorobę wysokościową niestety dwójka z nas musiała zostać w Darchen i nie wyruszyła na trek. My natomiast przy pięknej pogodzie rozpoczęliśmy pielgrzymkę.

 

 

Pech chciał, że już przy pierwszym noclegu na trasie i ze mnie wysokość zrobiła bezużyteczną szmatę. Zbieg okoliczności sprawił, że trekking robiliśmy przy pełni księżyca. Wygrzebałem się więc z namiotu, by spróbować uwiecznić przepięknie oświetlony przez pełny księżyc Mt Kailash od jego południowej strony. Zgodnie z wierzeniami, przejście trasy w tym okresie jest o wiele bardziej wartościowe, a pamiątka tego faktu w postaci zdjęcia... bezcenna.

 

Na własne życzenie następnego dnia zostałem sam, mając w planie zawrócić. Spanie do południa (jak zwykle zresztą) podziałało na tyle dobrze, że spakowałem sprzęt i wbrew założeniom poszedłem dalej, dochodząc do obozu, niedaleko którego - jak się okazało po powrocie z treku - spała też reszta ekipy. Oczywiście wieczorem znów umierałem, co nie rokowało dobrze, głównie za sprawą wysokiej przełęczy 5650 m n.p.m., z bardzo wyczerpującym podejściem. I faktycznie, powietrza brakowało tak samo jak sił. Z zazdrością obserwowałem pielgrzymów idących 'na lekko', gdy ponad 20kg plecak wbijał dodatkowo nogi w d... tak, jakby już same z siebie tam nie wchodziły (pielgrzymki organizowane są przez specjalne firmy, które zapewniają podopiecznym nocleg, namioty, transport, jaki, pożywienie, słowem wszystko). Siłą woli jakoś przedreptałem przez przełęcz, uwieczniając jeszcze Kailash od północno-wschodniej strony, potem ją samą i zbiegłem do doliny, gdzie rozbijając się obok dwóch namiotów zostałem na noc.

 

Rano poszedłem dalej, ale przejście wyczerpało mnie totalnie, więc zostałem na noc przy małym klasztorze. Jak widać na zdjęciu zrobionym przez zaprzyjaźnionego Tybetańczyka, który namiętnie serwował mi Lhasa Beer (a ja po raz pierwszy w życiu nie miałem siły i zdrowia by z tejże okazji skorzystać), wyglądałem kwitnąco – choć zapewniam, że dużo lepiej niż dzień i dwa wcześniej :) Wróciłem do Darchen.

 

Tam spotkałem się ponownie z resztą ekipy, która grając z kotem w bilard, już kombinowała jak wydostać się dalej i zrealizować drugie z założeń wyjazdu.