Tybet - Najdroższy Klejnot Śniegu - Droga pod Everest
Relacje
Wednesday, 16 December 2009 21:40
Article Index
Tybet - Najdroższy Klejnot Śniegu
1. Kraków - Lwów - Moskwa
2. Moskwa - Biszkek - Osz
3. Osz – Kashgar – Yecheng
4. Yecheng – Ali – Darchen
5. Najjaśniejszy Klejnot Śniegu
6. Shigatse, Lhasa i martwy punkt
7. Rejon Everestu
8. Droga pod Everest
9. Zasłużony odpoczynek

Droga pod Everest

 

Po nocy w Kharcie, z samego rana zebraliśmy się by zacząć trek. Żeby było ciekawie, gdy gotowi ruszaliśmy do drogi, okazało się, że zaraz obok znajduje się pokaźna jednostka wojskowa. Trochę nas to zamurowało, a jeszcze bardziej zmartwiło. Przesunęliśmy więc wyjście do późnych godzin nocnych. Po cichu omijając jednostkę, przedzierając się w zupełnej ciemności przez jakąś wioskę, której nie powinno być, wyszliśmy w góry. Tajemnicza wioska, na którą się natknęliśmy w nocy okazała się być wynikiem małej pomyłki, przez którą weszliśmy nie w tę dolinę co trzeba. Kosztowało to nas dwa dni drogi więcej, ale przepiękne widoki po drodze stanowiły wystarczającą rekompensatę.

 

 

Po kilku dniach treku pogoda wyraźnie zaczęła się psuć. Od godziny 14-ej na niebie robił się syf, schodziły chmury, padał deszcz. Dziennie przechodziliśmy kilka – kilkanaście kilometrów, pokonując często spore różnice wysokości. Po jednym z podejść odsłonił się przepiękny, ośnieżony masyw górski. Stanęliśmy jak wryci w ziemię zdając sobie sprawę, że właśnie mamy okazję podziwiać wspaniałą, północno-wschodnią ścianę Mt Everestu (8848 m, po prawej) oraz Lhotse (8516 m, po lewej ).

 

 

Stopniowo, od lewej strony odsłaniały się również przepiękne wierzchołki Chomo Lonzo (7818 m)

 

Noc spędziliśmy na wypłaszczeniu w dolinie, tuż przed ogromnym, skalnym osuwiskiem.

 

Niestety, dobra pogoda się skończyła. Zaczęło padać: śnieg, deszcz, śnieg z deszczem i deszcz ze śniegiem, tak na zmianę, non-stop. Temperatura najgorsza z możliwych – bliska 0 stopni, a do tego spadające lawiny kamienno-śnieżne. Dalsza droga była niemożliwa. W tym samym miejscu spędziliśmy więc i kolejnych kilka nocy nie wychodząc z namiotów. Któregoś ranka, jeszcze przed wschodem słońca chmury się nieco rozrzedziły. Dane nam było oglądać chyba najbardziej spektakularny widok tego wyjazdu – przepiękny wschód słońca nawierzchołkach Chomo Londzo.

 

Następnego dnia przestało padać, więc poszliśmy dalej. Po dwóch dniach drogi znaleźliśmy się wreszcie w rejonie północno-wschodniego Everest Base Campu, na wysokości ok. 5200 m. Zza chmur odsłaniały się chwilami masywy Everestu i Lhotse. Za nami natomiast widoczny był owiany chmurami wierzchołek Makalu. Tym samym osiągnęliśmy obydwa cele tego wyjazdu.

 

Prawie całą drogę powrotną, prowadzącą przez przełęcz Sho-La, przeszliśmy w deszczu. Do Kharty weszliśmy nocą, znów omijając jednostkę wojskową. Ponownie mieliśmy szczęście, łapiąc konwój ciężarówek, które przewiozły nas przez checkpointy do Tingri. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na bardzo widokowej przełęczy, przed którą jeszcze trzy tygodnie wcześniej leżeliśmy w błocie, ukrywając się przed policją.