|
There are no translations available.
Siedząc właśnie przed komputerem i grzebiąc to w nosie, to przy zdjęciach z ostatniego wyjazdu, zachciało mi się herbaty. Klasycznej, zwykłej herby bez udziwnień. Mimo, że zostało jeszcze troche poprzedniej, poszedłem zrobić nową, bo nie lubię zimnej (chyba, że jest to ice-tea, gdy na zewnątrz jest +35st). Tym razem jednak przypomniałem sobie o jednej rzeczy, którą jest...
KUBEK TERMICZNY. Przypomniałem, ponieważ zdążyłem już o nim dawno zapomnieć. Leżał gdzies w szafie, zakurzony, z resztką wyschniętego czegoś na dnie. Oczywiście poza niewielkim brudem, absolutnie nic mu nie jest. Co więcej, to bardzo dobry kubek firmy Termite (model KHONE) z plastikowym uchem, pianką na podstawie i całkiem szczelną przykrywką. Tak jak podaje producent, trzyma ciepło bardzo długo. Kosztuje takowy niemało, bo jakieś pół stówy, licząc w polskim pieniążku. Zapytacie więc: "ale o so chodzi?"
Moi drodzy, kubek takowy to poniekąd bardzo ciekawy wynalazek. Jeszcze ciekawszym jednak jest to, jak jego producent (oraz inni producenci podobnych kubków) skutecznie potrafili wbić do łba to, że jest to niemal niezbędny element outdoorowego ekwipunku! W dzisiejszych (umówmy się - bardzo konsumpcyjnych) czasach, niemalże obowiązkiem stało się jego posiadanie przez każdego, kto śmie o sobie myśleć jako o outdoorowcu (cokolwiek to znaczy, bo trochę się definicje pozmieniały. Teraz nawet bezpieczny jak rollercoaster byle skok na bungee jest sportem ekstremalnym). Patrzę sobie właśnie na przyklejony do owego kubka napis OUTDOOR EQUIPMENT i wciąż nadziwić się nie mogę, jak doszło do takiej sytuacji (z drugiej strony będąc pod wrażeniem skuteczności marketingowców).
A teraz do sedna. Czym tak na prawdę charakteryzuje się ten kubek?
1. Trzyma ciepło znajdującego się w nim napoju (zupki, puree z proszku itp). No super, tylko po co się pytam? Po jasnego grzyba mi naczynie, z którego przez pół godziny napić się nie mogę, bo jęzor sobie oparze? Jest zimno, rozkładam kuchenkę, robię żarcie by je zjeść. Robię herbatę by ją wypić. Tymczasem magiczny kubek nie pozwala na ten prosty proceder przez najmniej pierwsze dziesięć minut. Chuchać, dmuchać i czekać trzeba, nim pierwszy rozgrzewający łyk powędruje do "środka wnętrza". Wlewając do zwykłego metalowego kubka, wrzątek ochłodzi się na tyle szybko, że już po chwili można go wypić. Wierzcie mi, że nie zamarznie jednak w ciągu kolejnych 20 sekund. Owszem, schłodzi się szybciej, ale co za różnica, jak wypija się wszystko co w środku w zasadzie natychmiastowo? Jak zabraknie to się dogrzewa/dolewa.
2. Nie daje się podgrzać na kuchni czy choćby gorącej blasze (przypominam o neoprenie na spodzie). Zwykły kubek (nawet jak cienki) można na takowej położyć, czy nawet rzucić na ogień "na szybkości", by nie bawić się w zbędne gary. Z termitem można o tej czynności niestety zapomnieć.
3. Waży kilkakrotnie więcej niż jego ultralekki kolega z Tesco. Każdy wie jakie to ważne. Nie ma to jak dżwigać zupełnie zbędne gadżety.
4. Kosztuje jeszcze więcej niż waży. 40-50zł vs 2-3zł za kubeczek w Tesco.. hmmm, komentował nawet nie będę.
5. Wygląda bardzo profesjonalnie, szczególnie napis Outdoor Equipment. Podkreśla to ekstremalność naszych poczynań, szczególnie w oczach mniej 'ekstremalnych' znajomych (swoją drogą słówko 'extreme' też by jeszcze można dołożyć, bo 'outdoor' już spowszedniał). A co, nie jest tak? ;)
Dopijając ostatnie łyki już zimnawej (mimo termicznego kubka) herbaty pozdrawiam ekstremalnych outdoorowców i idę po zimnego browara.
Art. |